Menu
Znajdź nas na Facebooku
Nasze Łowiska
Największy klubowy
Rozrywka
Różne
Polecamy
Javascript DHTML Image Web Scroller Powered by dhtml-menu-builder.com
Prognoza Pogody
Aktualny czas
Nakarm Karpie

Liczba wyświetleń:

stat4u
Trudne karpie - Paweł Popowicz

Każdy kto łowi karpie w ogólnodostępnych wodach PZW wie, że jest to ciężki kawałek chleba. Bywa często tak, że wysiłek jaki włożyliśmy w przygotowanie miejscówki idzie na marne i wracamy z zasiadki bez brania. Powodów takiego stanu rzeczy może być bardzo wiele i nie zawsze uda nam się to logicznie wytłumaczyć. Świat, w którym żyją nasi milusińscy jest pełen zagadek, których być może nigdy nie uda nam się odgadnąć. Dla karpi jest to walka o pokarm i przetrwanie. My traktujemy to jako hobby. To one wiedzą dlaczego dzisiaj będą żerować na płytkim żwirowym blacie, natomiast już jutro w dużo głębszym, mulistym miejscu tuż u podstawy górki, lub też przestaną pobierać pokarm.

ZNALEZIENIE ŻEROWISKA - czy to wystarcza?
Bywają zbiorniki, gdzie karpie są bardziej przewidywalne i jeśli już raz udało nam się odnaleźć naturalne żerowiska ryb, to prędzej czy później uda nam się ponownie złowić karpia w tym lub podobnym miejscu. Nasze wyniki zależne będą przede wszystkim od warunków atmosferycznych, ewentualnie jakości podawanej rybom zanęty. Odpowiedzialna jest za to specyfika danego zbiornika, jego ukształtowanie i rodzaj występowanej roślinności. W takiego typu wodach znacznie łatwiej odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego karpie w danym dniu nie reagowały na nasze przynęty. Są też zbiorniki, w których nie zawsze pójdzie nam tak łatwo, a zlokalizowanie miejsca żerowania karpi nie będzie równoznaczne z tym, że będziemy je tam łowili regularnie przez cały sezon.



Czym charakteryzuje się taki zbiornik? Przede wszystkim dużym zróżnicowaniem głębokości oraz występowaniem roślin niemal na całym obszarze dna. Przeważnie cechy te mają stare wyrobiska pożwirowe, w których występuje różnego rodzaju roślinność podwodna. W takich wodach często nie znajdziemy miejsc wolnych od roślin. Podwodne górki w całości będzie porastać wywłócznik lub jaskier. Stoki w zależności od głębokości do jakiej schodzą, porośnięte będą wywłócznikiem lub glonem. Ze względu na bujną roślinność woda w takim akwenie będzie bardzo przejrzysta. Karpie w takiej wodzie mają istny raj, my natomiast mamy przechlapane... Kiedyś uważałem, że jeśli uda mi się znaleźć sposób na łowienie pośród roślin i odnajdę miejsca, w jakich żerują karpie, będę w domu. Rzeczywistość pokazała natomiast, że nie jest to takie proste jak mi się wydawało.
Co stoi za tym, że jednego dnia mamy brania, natomiast kolejne zasiadki przynoszą jedynie rozczarowanie?
Spróbujmy poszukać odpowiedzi na to pytanie, gdyż czynników wpływających na taki stan rzeczy jest conajmniej kilka.



Nadmiar pokarmu.
Zbiornik, w którym roślinność występuje niemal na całej powierzchni daje rybom nie tylko schronienie, ale również sprawia, że mają pod dostatkiem różnego robactwa. Jeśli nie ma konkurencji, ryby mogą zmieniać swoje żerowiska bardzo często. Gdzie tylko karp nie popłynie, tam aż roi się od różnych żyjątek. Ryba więc zostaje postawiona przed wyborem - ryzykować dalej, że ktoś ją złowi, czy pozostawić miejsce i żerować w innym. Z reguły wybiera drugą opcje. My natomiast pomimo braku brań, usilnie zarzucamy zestawy w to samo miejsce. Gdy sytuacja się powtarza powinniśmy jak najprędzej zacząć rozglądać się za nową miejscówką. Myśle, że ostrożność ryb w głównej mierze decyduje o tym, że zaprzestają pobierać pokarm w miejscu, które uznały za niebezpieczne. Sytuacja ta zapewne wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby karpie nie miały tak dużej ilości pokarmu. Łowiąc tej jesieni na jednej ze żwirowni spotkałem się z wyżej opisanym przypadkiem. Pierwszego dnia złowiłem dwa niewielkie karpie. Drugiego dnia nie złowiłem już z tego miejsca ryby. Trzeci dzień był podobny do poprzedniego. Doszedłem do wniosku, że trzeba choć jeden z zestawów przestawić w inne miejsce.



Pełen nadziei na dalsze sukcesy zdecydowałem się na kolejną zasiadkę na nowo odkrytej miejscówce. Myśląc, że karpie przeniosły się głębiej, postanowiłem znaleźć podobne miejsce, jednak nieco dalej. Oba przed zasiadką zanęciłem w sumie kilogramem kulek. Pierwszego dnia zasiadki miałem branie, jednak już w nowym miejscu. Karp był niewielki, ale cieszył. Gdy wywoziłem drugi zestaw, ponownie nastąpiło branie z nowego miejsca, niestety nie udało mi się dopłynąć do brzegu na czas i ryba zdołała się uwolnić. Dziwne było to, że miejsce z którego poprzednio wyholowałem dwie ryby, tym razem nie przyniosło brania.
Kolejnego dnia zdecydowałem się przestawić wędkę z miejsca, gdzie nie było brania nieco dalej. Drugą natomiast postawiłem idealnie tam, skąd miałem dwa ostatnie brania. Tej nocy ponownie nastąpiło branie, zgadnijcie z którego miejsca? Ryba wzięła na wędkę, którą przestawiłem nieco dalej od miejsca, gdzie wziął pierwszy karp. Niestety karp wiedział co robi i zanim dopłynąłem do niego, zdołał wpłynąć w jakiś twardy zaczep kilkadziesiąt metrów w lewo od miejsca, z którego wziął. Zaczep był na tyle twardy, że byłem zmuszony odciąć strzałówkę. Nie lubię pochopnie wysnuwać wniosków, jednak opisana sytuacja nie była jedyna na tego typu wodzie.
Z biegiem czasu zaczynam dochodzić do wniosku, że jeśli chce się dość regularnie łowić ryby na tak trudnych zbiornikach, musimy ciągle zmieniać nasze miejscówki, gdyż regularne łowienie karpi z jednych i tych samych miejsc wydaje się mało prawdopodobne.



Są to jedynie moje spostrzeżenia, jednak nie wyciągam ich tylko na swoim przykładzie, wiem że koledzy z którymi łowię mogą to potwierdzić. Czy się opłaca?
Ciągłe szukanie nowych żerowisk niestety wiąże się z tym, że większość czasu zamiast na brzegu, spędzimy na pontonie ze stukadełkiem w ręku. Jest to zadanie dla cierpliwych, jednak wysiłek i praca jaką włożymy w ciągłe poszukiwanie nowych miejscówek, na pewno zaowocuje zdobytym doświadczeniem. Niektórzy z was zapewne dojdą do wniosku, że jest to nieopłacalne. Przecież łatwiej jest wybrać wodę z większą populacją karpi, gdzie takiego problemu nie ma i dużo łatwiej jest o branie. Dla mnie jednak nie liczy się ilość łowionych karpi, a zapewniam, że im więcej pracy włożymy w złowienie ryby, tym większą będziemy mieć satysfakcję z jej połowu.