Nasze łowiska
Lista naszych łowisk z opisami.
Galeria
Zdjęcia z naszych zasiedzeń i nie tylko
Klubowe rekordy
Złowione, zmierzone, zważone. I wypuszczone
Forum
Miejsce do wymiany informacji.
Filmy
Sami kręciliśmy
Kontakt
Chcesz się z nami umówić na posiadówkę?
piątek, 22 marzec 2019

Z PAMIĘTNIKA KARPIARZA – Koblov 2009

   Rozpoczął się w Przybyłowie, Karpiem 5kg, a zakończył nad żwirownią w Koblov.

Tymi słowy można by podsumować sezon 2009 – jak widać niewiele ich potrzeba, aby wyrazić się o tym nieudanym sezonie. Jednak w całej tej karpiowej batalii w 2009 roku, pojawiło się czeskie łowisko Koblov, a tu warto opowiedzieć coś więcej i użyć słów oddających piękno tego magicznego łowiska.

Jak to zwykle w mej niedoli życiowej bywa, wszystko wydarzyło się „na wariackich papierach” i „niedopięte na ostatni guzik”.

Jest h 01:00, 24 października. Zasiadamy z Cezarem do nowego „karpiowozu” i zostawiamy za sobą Sandomierz. Mimo, iż życzenia szerokiej drogi nie sprawdziły się na całym odcinku trasy (remonty w okolicy Połańca mogłyby wyprowadzić z równowagi największego stoika), u Krzyśka jesteśmy godzinę przed czasem. W oczekiwaniu na przyjęcie naszych skromnych person, Cezar konfiguruje GPSa a ja zaliczam drzemkę. O h 06:00 KRON raczy nas kawą o właściwej mocy i smaku, po czym wyruszamy nad wodę. Po drodze zgarniamy kilka osób, m. in. Sławka Żaka i Zbyszka Polaka (CTP). Po zakupach w markecie spożywczym oraz wizycie w lokalnym sklepie wędkarskim, nad żwirownią jesteśmy ok. h 11:00.

Jak przystało na karpiarzy i niepodważalnych smakoszy 40% trunków przystępujemy do pierwszych degustacji. W przerwach między kolejkami przygotowujemy sprzęt i łowisko. Szybkowar nie stygnie – Kapry z Koblov uwielbiają parzone ziarna. Po rozweselającej dawce nalewki przystępujemy do sondowania upatrzonych miejscówek i postawienia markerów. Całe łowisko wygląda obiecująco a ryby dają o sobie znać objawiając się co kilkanaście minut spektakularnymi spławami. Generalnie zajmujemy zatokę od strony wjazdu na łowisko, ale na przeciwnym brzegu. W wodzie mamy także dwa spore, zatopione drzewa, które podkreślają malowniczość całej zatoki. Warunki mieszkaniowe, kulinarne a przede wszystkim towarzystwo, dopisały bezbłędnie. Nie będę się tu rozpisywał o długich wieczornych pogawędkach i niekończącej się nalewce Krzyśka bo to trzeba przeżyć – nie znam słów, które mogłyby wyrazić klimat w KRON-owym domov.

Wróćmy do wędkowania. Po niespełna 3 godzinach od wyzwózki, Sławek holuje piękną 15+. W kolejnych godzinach szczęście go nie opuszcza, a skutki dobrego przygotowania łowiska przekładają się na kilka karpi powyżej 15kg. Także Zbyszkowi udaje się pierwszego dnia wyholować kilka ładnych ryb. U mnie i Czarka sygnalizatory głuche niczym ofiary klątwy. Po kilku analizach i info z pozostałej części żwirowni, dochodzimy do wniosku, że prawdopodobnie ryba skupiła się w samym skraju zbiornika i jednocześnie w samym skraju zatoki – tam gdzie położył zestawy Sławek, a zaraz za nim Zbyszek.

Ponieważ pierwsze dni były najbardziej rybne dla całej ekipy i my doczekujemy się Kaprów na naszych zestawach. Nie są to ryby godne podziwu, ale nasze starania o rybę zostają nagrodzone. Druga połowa zasiadki to mix zjawisk pogodowych oraz opuszczanie łowiska przez kolejnych członków zasiadki. Nie trudno się domyśleć, że miało to negatywny wpływ na wyniki połowów. Daje to w rezultacie skrócenie naszej wyprawy o jedną dobę.


Największą rybę zasiadki złowił Sławek. Ryba ważyła nieco powyżej 17kg. Nęciliśmy przede wszystkim ziarnem. Sławek przygotowywał dodatkowo ziarno z zanętą sypką w celu zastosowania Metody. Na włosach, po za eksperymentami, najczęściej pojawiała się kulka truskawkowa w różnych rozmiarach, kukurydza oraz pellet haczykowy 20mm. Wszystko dopalane dip-ami płynnymi i proszkowymi. Nie zabrakło także kombinacji w stylu „grzybek” czy „bałwanek”.



Zestawy przyponowe nie były skomplikowane. Miękka plecionka oraz sztywniaki z fluorocarbonu. Obowiązkowo haki bezzadziorowe.

Koblov to piękna i rybna woda. Zaliczyłem porażkę i nauczyłem się „karpiowej” pokory. Jeśli los i budżet domowy będą dla mnie łaskawe, będę tam wracał każdego roku. Ale pod jednym i kategorycznym warunkiem: wyłącznie z doborową ekipą- tutaj zdecydowany ukłon w stronę Baribala i KRONa! 

Na koniec wspomnę o ludziach, których poznałem i którzy utkwili mi w pamięci – byli wyjątkowi. Pierwszym z nich jest Sławek Żak. Mówcie co chcecie, ale dla mnie to „maszyna” do łowienia Karpi. Kolejnym człekiem jest Michał. Co tu dużo wspominać – to po prostu klawy Ślązok. Rzecz jasna poznałem bliżej, także KRONa – tajemniczy skurczybyk ale do emerytury go rozgryzę ;)

I jeszcze jedno: DZIĘKUJĘ CZARKU! Do zobaczenia na brzegach żwirowni w Koblov…


Paweł Baran
 

Sponsorzy

 

 

 

Licznik odwiedzin